Rodzicielstwo bliskości – modna fanaberia czy filozofia rodzicielska, która ma głębszy sens? Na czym polega bliskościowe podejście do wychowania dzieci i kto szczególnie powinien zainteresować się tym tematem?
Spis treści
Kto jest autorem terminu „rodzicielstwo bliskości”?
Popularny termin „rodzicielstwo bliskości” (ang. attachment parenting) wprowadzili do obiegu William i Martha Sears – amerykańskie małżeństwo lekarza i pielęgniarki. Searsowie są autorami Księgi Rodzicielstwa Bliskości, książki, która ukształtowała podejście wielu ludzi na całym świecie do wychowania dzieci.

Termin rodzicielstwo bliskości, skracany często do akronimu RB, przyjął się w Polsce kilka lat temu. Obecnie o tym stylu wychowania słyszała już większość świadomych rodziców. Najbardziej znanymi popularyzatorkami rodzicielstwa bliskości w naszym kraju są m.in. Agnieszka Stein, Małgorzata Stańczyk i Katarzyna Kalinowska.
7 filarów rodzicielstwa bliskości
Kluczową częścią kultowej książki Searsów jest 7 filarów rodzicielstwa bliskości. Oto one:
Bycie blisko od dnia porodu
Naturalna potrzeba bliskości matki i dziecka w czasie połogu sprzyja nawiązania trwałej, niepowtarzalnej więzi. Rodzicielstwo bliskości może rozpocząć się już od chwili porodu, kiedy matka zaczyna instynktownie reagować na niewerbalne komunikaty maluszka i zaspokajać jego potrzeby. Ojciec także może wcześnie zacząć dbać o więź z dzieckiem, nosząc je w ramionach i pielęgnując.
Karmienie piersią
William i Martha Sears podkreślają wartość karmienia piersią i określają je jako naturalne wsparcie w budowaniu więzi z niemowlęciem. Dzieje się tak za sprawą hormonów – oksytocyny i prolaktyny, które nie tylko odpowiadają za produkcję i wydzielanie mleka, ale także działają uspokajająco i poprawiają nastrój młodej mamy.
Noszenie dziecka przy sobie
Wszyscy miłośnicy noszenia dzieci w chustach mają pełne wsparcie autorów Księgi Rodzicielstwa Bliskości. Zalety chustonoszenia to m.in. naturalne uspokajanie dziecka, wspieranie tworzenia więzi oraz sprawne przemieszczanie się razem z maluchem. Chusta może stanowić też dużą pomoc w trudnych okresach, takich jak choroba dziecka czy ząbkowanie.
Spanie z dzieckiem
Spanie z dzieckiem, czyli współspanie (ang. co-sleeping) wzbudza wiele kontrowersji dotyczących bezpieczeństwa malucha i wpływu na jego samodzielność. Searsowie podkreślają zalety współspania, takie jak lepszy sen całej rodziny i możliwość wygodnego karmienia piersią bez konieczności wstawania w nocy do dziecka.
Słuchanie płaczu dziecka
W rodzicielstwie bliskości płacz jest traktowany jako sygnał, dzięki któremu niemowlę komunikuje się z opiekunami. Rodzice, którzy reagują na płacz dziecka, szybko uczą się odczytywania jego potrzeb i często są w stanie reagować jeszcze zanim niemowlę zacznie płakać.
Pamiętanie o równowadze i wyznaczaniu granic
Wyznaczanie granic i pilnowanie równowagi w rodzinie jest bardzo ważne. Tylko wypoczęci rodzice, którzy dbają o siebie, są w stanie odpowiednio zająć się dziećmi i zachować cierpliwość.

Bliskościowe podejście zawiera w sobie przerwy od zajmowania się dzieckiem, czas na odpoczynek i dbanie o relacje towarzyskie rodziców.
Unikanie trenerów dzieci
„Trenerzy dzieci” nakazują rodzicom działanie wbrew bliskościowym zasadom. Głoszą np.: „nie noś, bo przyzwyczaisz”, „nie możesz być na każde zawołanie dziecka”, „pozwól mu się wypłakać”, „dziecko na tobie wymusza” oraz „nie pozwalaj dziecku spać razem z tobą w łóżku, bo nigdy go od tego nie odzwyczaisz”.
William i Martha Sears zalecają natomiast reagowanie na potrzeby potomstwa zgodnie z naturą i budowanie więzi opartej na zaufaniu. Proponują raczej podejmowanie własnych, świadomych wyborów rodzicielskich niż słuchanie obcych doradców.
Dla kogo sprawdzi się rodzicielstwo bliskości?
Rodzicielstwo bliskości weszło już na stałe do kanonu światowej wiedzy o sposobach wychowywania dzieci. Najczęściej sięgają po nie rodzice, którzy chcą mieć z potomstwem dobre relacje i są gotowi poświęcić czas na ich budowanie już od dnia narodzin.
Nierzadko życie według bliskościowej filozofii wymaga wiele pracy nad sobą. Większość osób, które obecnie mają dzieci, słyszała od własnych rodziców dokładnie te komunikaty, które RB nakazuje odrzucić. W związku z tym bliskościowe matki i ojcowie często przepracowują własne schematy, które podświadomość podpowiada w chwilach zdenerwowania, kiedy słowa słyszane w dzieciństwie same cisną się na usta.
Na szczęście rodzicielstwo bliskości nie jest zero-jedynkowe. Jeśli rodzic raz popełni błąd, nic strasznego się nie stanie. Ważne jest świadome działanie w trosce o bliskie relacje w rodzinie i dbanie nie tylko o potrzeby dzieci, ale i własne.
Bliskościowi rodzice często poszukują wiedzy, czytają specjalistyczne blogi, książki i poradniki, słuchają podcastów i oglądają filmy szkoleniowe uznanych autorytetów z dziedziny psychologii dziecięcej. Czasami decydują się na profesjonalny kurs lub szkolenie, np. z komunikacji bez przemocy.
Tak naprawdę każdy rodzic, który zainteresuje się bliżej rodzicielstwem bliskości, może wprowadzić w życie wybrane elementy tej filozofii. Nawet jeśli czas karmienia piersią i noszenia w chuście już dawno minął, a syn lub córka są już dużo starsi, wciąż można stosować zasady uważnego słuchania, odpowiadania na potrzeby dziecka i wspierania jego autonomii. Zawsze warto dbać o własne zasoby i dążyć do równowagi w życiu. W ten sposób rodzice uczą dzieci, że potrzeby każdego człowieka są ważne i powinny być uszanowane.
Siła więzi
Bliskościowe rodziny są ze sobą bardzo zżyte. Dzieci nie boją się mówić o swoich potrzebach, marzeniach i problemach. Komunikują się z pełną ufnością, że zostaną wysłuchane i zrozumiane.
Rodzicielstwo bliskości stawia na zaufanie i szacunek w rodzinie. Dzieci wychowane w tym duchu rozumieją, że rodzice też mają swoje potrzeby, które powinny być zaopiekowane, podobnie jak te dziecięce. W bliskościowych rodzinach każda osoba jest ważna i wszyscy wzajemnie się wspierają.
Czy dzieci wejdą mi na głowę?
Wiele osób myśli, że w rodzicielstwie bliskości dzieci dosłownie włażą rodzicom na głowę. Jednym z filarów RB jest dążenie do równowagi i wyznaczanie granic. Czasami zdarza się, że bardzo oddani rodzice nie pamiętają o tym punkcie i skupiają się zbyt mocno na dziecięcych potrzebach, zapominając o własnych.
To bardzo niebezpieczna droga, która w skrajnych przypadkach może nawet doprowadzić do utraty zdrowia, np. kiedy matka poświęca się dzieciom, zaniedbując własny odpoczynek, badania lekarskie czy odpowiednie odżywianie się. W takim przypadku warto zatrzymać się na chwilę i rozważyć poproszenie kogoś o pomoc w opiece nad dziećmi. Na dłuższą metę brak równowagi nie służy nikomu w rodzinie. Zaniedbanie związku na rzecz skupienia się na dzieciach niesie ryzyko osłabienia więzi między partnerami, co ostatecznie odbija się na wszystkich członkach rodziny.
Rodzice, którym bliska jest filozofia rodzicielstwa bliskości, zwykle w pewnym momencie dochodzą do wniosku, że czas zadbać o równowagę. Wyznaczanie granic dzieciom i dbanie o własne potrzeby bywa trudne, jednak jest niezbędne, choćby do zachowania zdrowia i dobrego samopoczucia. Tylko wtedy, gdy rodzice są wypoczęci i mają czas dla siebie, są w stanie w pełni zaangażować się w rodzicielstwo i czerpać z niego radość.
Krytyka rodzicielstwa bliskości
Po gwałtownym rozkwicie idei rodzicielstwa bliskości w Polsce spadła na nie ostra krytyka. Nierzadko można w internecie przeczytać opinie, że RB nie działa lub nie zawsze się sprawdza. Krytyka filozofii bliskości wynika zwykle z wypaczenia jej istoty lub niezrozumienia zasad, które nią rządzą.
Niejednokrotnie negatywne opinie starszych osób o bliskościowym wychowaniu wynikają z faktu, że pokolenia te zostały wychowane zupełnie inaczej. W powszechnym użyciu były kary i nagrody, których w rodzicielstwie bliskości się nie uświadczy. Wiele dorosłych uważa wciąż, że „dzieci i ryby głosu nie mają”, negując prawo dziecka do wyrażania własnych opinii czy decydowania o sobie, nawet w najmniejszym zakresie.
Osoby głoszące negatywne opinie o bliskościowym podejściu, często bazują też na mitach, które wokół niego narosły.
Mity o rodzicielstwie bliskości
Pierwszy mit o rodzicielstwie bliskości głosi, że trzeba wdrożyć wszystkie filary z książki Searsów, aby stać się bliskościowym rodzicem. Nic bardziej mylnego. Sami autorzy podkreślają, że każda rodzina jest inna i może czerpać z zasad RB tyle, ile uzna za stosowne.
Mama, która nie karmi swojego niemowlęcia piersią lub rodzice, którzy nie decydują się na spanie z dzieckiem, nie są w żaden sposób skreśleni z listy bliskościowych opiekunów. Podobnie ojciec, który nie podbiegnie natychmiast do płaczącego dziecka, także nie przestaje być bliskościowym rodzicem. Przemęczona mama albo tato, którzy stracili cierpliwość i podnieśli głos na psocącego kilkulatka, także nie powinni zadręczać się poczuciem winy. Ważne, by po takim zajściu odpowiednio się zachować, przeprosić i pokazać dziecku, że rodzice także są ludźmi, którym zdarzają się pomyłki.
Rodzicielstwo bliskości nie działa na zasadzie „wszystko albo nic”. Popełnianie błędów, przepraszanie i szukanie rozwiązań także jest wpisane w tę ideę. Szacunek do dziecka i budowanie więzi, które są kluczowe w rodzicielstwie bliskości, mogą być osiągane przez rodziny w różnym stopniu i na różnych etapach, a korzystanie z cennych wartości bliskościowego podejścia trzeba dostosować do swoich możliwości i zasobów, które aktualnie są dostępne dla rodziców.

Kolejnym błędem dotyczącym rozumienia filozofii bliskości jest utożsamianie jej z tzw. bezstresowym wychowaniem. Wiele osób wygłasza opinie, że dzieci w rodzinach bliskościowych wchodzą rodzicom na głowę i robią, co im się żywnie podoba, nie stosując się do żadnych zasad. To bzdura. Rodzicielstwo bliskości zakłada szacunek w każdą stronę: zarówno w kierunku rodzice-dzieci, jak i dzieci-rodzice, a także pomiędzy matką i ojcem, oraz w rodzeństwie. Wprawdzie w rodzinach bliskościowych nie stosuje się kar i nagród, ale pokazywanie dziecku własnym zachowaniem, na co się nie zgadzamy oraz tłumaczenie tego w rozmowie jest jak najbardziej zalecane.
Następny mit to: „w RB dzieci rządzą rodzicami”. Osobom z zewnątrz, przyzwyczajonym do tego, że „dziecko powinno znać swoje miejsce”, może się tak wydawać. Jednak bliskościowi rodzice podchodzą to tematu władzy w rodzinie zupełnie inaczej. Dostrzegają i wykorzystują na co dzień przewagę współpracy nad posłuszeństwem.
Respektowanie granic dziecka i pozwalanie mi na budowanie autonomii jest stosowane przez takich rodziców świadomie i pozwala budować w młodym człowieku wysokie poczucie własnej wartości. Może się to przejawiać w dawaniu maluchowi możliwości samodzielnego decydowania o tym, jakie ubranie włoży oraz czy zje zaproponowany posiłek, czy nie – bez stosowania nacisków.
Czasami rodzicielstwo bliskości jest też mylone z pozytywną dyscypliną – metodą wychowawczą zaproponowaną przez psycholożkę Jane Nelsen. RB nie jest metodą, a raczej filozofią lub zbiorem zasad, z których rodzice czerpią tyle, ile chcą.
Wychowanie dziecka to droga
Wielu rodziców startuje z przekonaniem, że będą idealnymi opiekunami dla swoich dzieci, zawsze stosującymi zasady rodzicielstwa bliskości. Zwykle w krótkim czasie okazuje się, że nie jest to takie proste. Nieprzespane noce i wyczerpanie dają się we znaki, uszczuplając pokłady cierpliwości.
Dojrzali rodzice wiedzą już, że wychowanie dziecka to droga, często kręta, wyboista i obfitująca w rozdroża. Ważne, by nie robić sobie wyrzutów po każdym potknięciu i zaakceptować fakt, że błędy na pewno się wydarzą. Obdarzając wyrozumiałością zarówno dzieci, jak i drugiego rodzica oraz samego siebie, można zbudować trwałą relację w rodzinie, która daje siłę i oparcie wszystkim jej członkom na długie lata.
Polecamy także:
Powyższe artykuły uzupełnią Twoją wiedzę o ważne, choć czasem zaniedbywane, tematy.